Zakupy potrafią wywołać w człowieku poczucie radości, spełnienia, satysfakcji. Pracujemy, a co za tym idzie wydajemy pieniądze na rzeczy potrzebne i te mniej potrzebne. Zachcianki,produkty spożywcze, przedmioty użytkowe i takie, których nigdy nie wykorzystamy od tak kupione pod wpływem impulsu bo było ładne, niedrogie i pewnie się przyda. Lista rzeczy, których nie kupuję rośnie z roku na rok.

Minimalizm i styl zero waste przenikają się u mnie w życiu codziennym. Jedno dopełnia drugie. Nie wyobrażałam sobie wprowadzenia zmian tylko w sferze domowej (porządków, ograniczenia ilości przedmiotów itp. ), ale także w sferze spożywania posiłków, kupowania jedzenia, tego w czym te produkty przynoszę do domu, jak je przetwarzam i co robię z powstałymi odpadami i śmieciami.

Często słyszę od osób, z którymi rozmawiam, że to taka walka z wiatrakami ” Sama nic nie zmienisz, zobacz ile jest śmieci na świecie – świata nie zawojujesz, mentalności ludzi nie zmienisz. ” To prawda, ale swoją postawą mogę pokazać, że się da, że można. Trzeba jak we wszystko co chce się robić dobrze włożyć sporo wysiłku. Opłaca się, gdy widzę, że moje kosze na śmieci stoją puste. Kiedy widzę jak dzieci przypominają mi przed wyjściem na zakupy żebyśmy nie zapomnieli zabrać naszych bawełnianych torb na zakupy.

Nie chcę, aby moje dzieci dorastały i również kiedyś starzały się środowisku tak brudnym i zanieczyszczonym, że trzeba będzie przez 24 godziny na dobę nosić maseczki i będziemy potykać się o śmieci. Uważam, że jest to naszym obowiązkiem jako rodziców uczyć swoje dzieci dbania o środowisko, w którym żyjemy, uczyć od małego świadomego konsumpcjonizmu, pokazywać alternatywy – bo kiedy jak nie teraz? Szkoda, że szkoły nie przystępują do takich programów……

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami listą rzeczy, których nie kupuję bądź kupuję bardzo rzadko. Wraz z mniejszymi zakupami, zmniejszyła się również liczba produkowanych przez naszą rodzinę śmieci, a zwiększyła się za to ilość wolnych środków finansowych, by móc zacząć oszczędzać:)

PRODUKTY SPOŻYWCZE:

  • Pieczywo – piekę swój, prawdziwy chleb . Raz w tygodniu. Jest to zazwyczaj sobotni poranek, kiedy mam więcej czasu:) Piekę 3 bochenki i tyle wystarcza naszej rodzinie na cały tydzień.
  • Mleko, twaróg, jogurty  – już chyba kiedyś wspominałam we wpisie, że jestem właścicielką niedużego stada kóz:) Przetwarzam mleko na sery twarogowe, jogurty, czy kefiry. Kozie mleko wykorzystuję również w pielęgnacji skóry, czy przygotowując domowe kosmetyki.
  • Jajka – kilka kur również mam dlatego nie muszę kupować jajek:)
  • Herbata – uwielbiam pić herbaty głównie te ziołowe, owocowe dlatego jak tylko wiosną zaczynają kwitnąć pierwsze kwiaty zaczynam zbiory i suszę wszelakie zioła, by móc zimą jak i również latem przygotować pyszne herbaty (najczęściej zbieram: kwiaty głogu, akacji, lipy, lawendy, rumianku, ziele mięty, melisy, rozmarynu itp.)
  • Przyprawy – tu podobnie jak z herbatami z tą różnicą, że zioła, których używam w kuchni wysiewam wiosną do gruntu i zbieram latem. Suszę, przechowuje szczelnie zamknięte w słoiczku.
  • Mrożonki – wiem, że są gotowce ułatwiające pracę w kuchni i szybkie przygotowanie posiłków, ale unikam kupowania mrożonek. CzĘść warzyw z ogródka również zamrażam na zimę np. kalafior, szpinak, fasolka.
  • Gotowce typu fast food – bez komentarza:)
  • Cukier – wybieram zdecydowanie naturalny miód.
  • Ciasta, ciasteczka, żelki i inne słodkości – nie kupuję. Wolę sama upiec ciasto, czy ciasteczka przynajmniej mam w 100% świadomość co znajduje się w produkcie finalnym.

CIĄG DALSZY:

  • Warzywa – no coś ty nie kupujesz warzyw? Marchew, buraki, cebulę, pietruszkę, seler, czosnek oraz por mam ze swojego ogródka. Późną jesienią zbieram wszystkie warzywa i kopcuję je w zimnej piwnicy. Dzięki temu nawet do kwietnia mam swoje warzywa. Latem również mam swoje ogórki, pomidory, cukinie, jarmuż, sałatę, nowalijki więc latem nie kupuję tych warzyw. Oczywiście jeżeli zapasy się skończą pędzę do sklepu natomiast jest to bardzo fajny sposób, by zaoszczędzić.
  • Owoce – mam kilka jabłoni w ogrodzie oraz dorodną gruszę i jesienią również zbieram jabłka i gruszki do skrzynek i przechowujemy je w piwnicy. Wiadomo czasem jak każdy mam różne zachciewajki owocowe i wtedy bez wizyty w sklepie się nie obejdzie:)
  • Warzywa i owoce, które nie są sezonowe – zimą nie kupuję np. truskawek czy pomidorów, a latem pomarańczy. Stawiam na sezonowość produktów.
  • Mięso, wędliny  – nie kupuję w sklepach, supermarketach itp. Rzadko jemy mięso u nas w domu. Jednak zawsze staram się, by było to mięso ze sprawdzonego źródła. Na wsi o wiele łatwiej znaleźć kurę rosołową karmioną pszenicą, wolno wybiegową.
  • Kisiele, budynie i inne saszetkowe drobiazgi.
  • Woda butelkowana – mam swoje butelki szklane na wodę lub termosy, do których wlewam wodę.
  • Soki – soki robię swoje. Malinowy, z czarnej porzeczki, z owoców dzikiego bzu. Zimą na przeziębienie jak znalazł. Wystrzegam się kupowania soków bo ilość zawartego w nich cukru powala.
  • Dżemy – również konfitury w wersji domowej.
  • Płatki śniadaniowe – zamieniłam na granolę.
  • Makaron – kiedy mam czas robię swój – nie do podrobienia:)

ŚRODKI CZYSTOŚCI – wszystko staram się przygotowywać samodzielnie :

  • Proszek do prania – domowej roboty.
  • Płyn dp mycia szyb – jak wyżej.
  • Mleczko do czyszczenia łazienki.
  • Płyn do mycia podłóg.
  • Tabletki do zmywarki –  odkąd wprowadziłam u siebie zasadę 5+2 w kuchni mam znacznie mniej naczyń do mycia i sprzątania i ostatnio rzadko robię tabletki nie mniej jednak przepis jest dobry:)
  • Mydło gospodarcze – to przygotowane na bazie oleju kokosowego świetnie nadaje się zarówno do zapierania plam jak również jako dodatek do płynu do mycia podłóg.
  • Odświeżacz powietrza – często przygotowuję naturalnym odświeżacz powietrza. Wierzcie mi to wszystko da się samemu ogarnąć i przygotować. Środki czystości przygotowuję zawsze większej ilości ponieważ dosyć często je wykorzystuję w domu. Np. proszek do prania przygotowuję w wersji 4-5kg żebym  nie musiała za tydzień zrobić ponownie. Jeżeli widzę, że środki czystości są na wyczerpaniu zazwyczaj wtedy poświęcam chwilę więcej czasu i przygotowuję zarówno mleczko do czyszczenia, proszek do prania czy puder czyszczący (za jednym bałaganem tym bardziej, ze surowce potrzebne do przygotowania środków czystości pokrywają się (np. zawartość sody oczyszczonej).
  • Płyn do mycia naczyń – testuje właśnie taki zrobiony na bazie orzechów piorących, ale coś mi nie do końca ładnie domywa więc pewnie ponowię próbę 🙂

KOSMETYCZNIE:

  • Waciki kosmetyczne – zamieniłam na te wielorazowe.
  • Krem do twarzy – robię sama. Podobnie z tonikami, maseczkami, szamponami do włosów, kremami do rąk, pomadkami do ust.
  • Mydło – ręcznie robione, swoje.
  • Płyny do kąpieli, kule, spieniacze itp. – kule do kąpieli  czy puder do kąpieli można przygotować samemu.
  • Pasta do zębów – zdecydowania swoja, bez fluorków.
  • Podpaski – zastępuje kubeczekiem menstruacyjnym.
  • Kosmetyki kolorowe – bardzo rzadko kupuję bo rzadko się maluję.

INNE RZECZY, KTÓRYCH NIE KUPUJĘ :

  • Świece – robię z wosku pszczelego lub węzy pszczelej – zerknij tutaj by dowiedzieć się jak zrobić samemu świece z wosku pszczelego i dlaczego warto.
  • Gazety, magazyny – dzisiaj wszystko można przeczytać online.
  • Książki  – ciężko było mi się zostać z papierową wersją książek natomiast wybieram bardziej ekologiczny sposób czytania ebooków.
  • Gadżety – nigdy nie byłam gadżeciarą i nowinki ze świata techniki i usprawniania sobie kuchennego gotowania mnie średnio obchodzą.
  • Papierosy – no way.
  • Artykuły papiernicze – notesy, notesiki, karteczki i pierdylion innych biurkowych drobiazgów, bez których można się obejść.
  • Alkohol – bardzo rzadko kupuję i zazwyczaj jest to różowe, delikatne wino.
  • Wszelkiego rodzaju artykuły jednorazowego użytku – ręczniki papierowe, talerzyki, jednorazowe sztućce, tacki grillowe itp. – nie ma na nie miejsca w moim domu.
  • Płyty CD – słucham muzyki głównie przez internet pisząc teksty. Płyty CD dla mnie odeszły do lamusa.
  • Torby papierowe, foliowe, śniadaniowe, do pakowania żywności – zamieniłam na te lniane, bawełniane, wykonane z siatki bawełnianej, a produkty, które wymagają przykrycia okrywam ręcznie robionymi woskowijkami.

RZECZY, KTÓRYCH NIE KUPUJĘ TO RÓWNIEŻ:

  • Kubki, filiżanki – choć niektóre są na prawdę piękne i zjawiskowe jestem przyzwyczajona do mojego kawowego kubka, który w zupełności mi wystarcza.
  • Biżuteria – bo nie noszę.
  • Must have – czyli wszystkich takich marketingowych hitów modowych, które musisz rzekomo mieć bo inaczej twój dzień nie będzie udany (teraz w sezonie będą modne koraliki, kratka i kolor szary i najnowszy model telefonu jakiegoś tam ). Nie ulegam takim sloganom, trikom. Kroczę swoją ścieżką i zgodnie ze swoim casual wardrobe.
  • Ubrania z sieciówek – kilka razy kiedyś kupiłam dzieciakom – po przejechaniu 2 razy po podłodze w przedszkolu w spodniach zrobiły się dziury;/  i to nie był najlepszy pomysł. Lubię natomiast kupować ubrania w second handach, szmateksach czy lumpeksach jak kto woli. W takich sklepach na prawdę można wyszukać perełki za niedużą kwotę i mam wrażenie, że te ubrania są zdecydowanie lepsze gatunkowo niż nasze. Przy 3 dzieci koszty ubrań, butów itp. jest na prawdę spory – dobrze, że istnieją takie miejsca:) Ja to zawsze cieszę się jak głupia:) jak uda mi się coś fajnego wyszperać w tych wielkich skrzyniach:)
  • Firan i zasłon – zrezygnowałam z nich w momencie pojawienia się pierwszej pociechy, ale bez firan, zasłon i żaluzji jest nam lepiej!

A jak u Was wygląda minimalizm zakupowy? Czy macie taka swoją top listę rzeczy, których nie kupujecie? Są produkty, z których udało się Wam ostatnio zrezygnować lub jakie zmiany udało się Wam wprowadzić?

28 sierpnia 2018

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

DODAJ KOMENTARZ