Całkiem niedawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami i siedmioma rzekami mieszkała i mieszka do dnia dzisiejszego cudowna dziewczyna o imieniu Aleksandra, która przędzie na kołowrotku. Brakuje tylko wieży prawda?

Ola tak mówi o sobie ” Przędę, szydełkuję, tkam, biegam po łąkach i lasach . Wychowywałam się w rodzinie, w której środowisko naturalne darzy się głębokim szacunkiem. Od dziecka żyję w zgodzie z naturą i to z niej czerpię najwięcej inspiracji. Studiując na ASP w Krakowie i Łodzi poznałam wiele technik artystycznych, ale i tak często nawiązywałam do przyrody. Dlatego nie wyobrażałam sobie innej pracy jak tej związanej z roślinami i zwierzętami, nawet pośrednio.

przędza

Przedstawiam Wam Mokoszę  – rodzinną małą manufaktura, która ręcznie wyrabia przędzę, przetwarzając runo merynosów. Miałam tę niezwykłą przyjemność porozmawiać z Olą o jej rękodziele. Zaparzcie herbatę chociaż w takie upały to pewnie lepsza będzie mrożona herbata i chłońcie razem ze mną 🙂

Skąd wzięło się twoje zamiłowanie i pasja do przędzenia? Co poprowadziło Cię do takich korzennych tradycji?

Szydełkować nauczyłam się już jako nastolatka na zajęciach w centrum kultury. Do swoich szydełkowych prac zawsze starałam się znajdować unikatowe przędze, choć nie zawsze odpowiadały one moim wymaganiom. Szukałam czegoś więcej, a że pielęgnowanie tradycji u mnie w domu było zawsze jednym z ważniejszych zajęć, zdecydowałam się spróbować przędzenia. Nauka trwała długo, ponieważ opierała się głównie na metodzie prób i błędów. Niestety w  moich stronach nie ma już osób, które mogłyby tę wiedzę przekazać. Pomimo trudnych początków od razu zakochałam się w tym zajęciu i wkręciłam się w nie aż tak, że postanowiłam oprzeć na tym swój mały biznes.

szydełkowanie z przędzy

Dlaczego zdecydowałaś się akurat na wełnę merynosów – czy ma ona jakieś szczególne właściwości?

Wełna owcza kojarzy się zazwyczaj z gryzącymi skarpetami z Zakopanego. Wiąże się to z niskiej jakości wełną, ale też z złym sposobem jej wyczesywania. Dlatego poświęciłam dużo czasu na szukanie odpowiedniej wełny. Polski merynos to stara rasa owiec, której wełna posiada niską wartość micronów (jednostka klasyfikacji jakości wełny) świadczy to o wysokiej klasie runa, co przekłada się na miękkość. Grubość włókna merynosowego jest podobna do grubości nici pajęczej, a zatem im cieńsze włókna,  im gęstsze runo, tym lepsza izolacja termiczna.

Odzież z wełny merynosów jest przewiewna i to bez względu na grubość materiału, a to wszystko dzięki łuskom, które pokrywają włókna merynosowe i tworzą pory umożliwiające optymalną wymianę powietrza. Ubrania z wełny merynosów nie wymagają częstego prania, ponieważ wełna regeneruje się sama w kontakcie z tlenem. Jeśli na odzieży nie ma ewidentnych zabrudzeń, do których usunięcia potrzeba prania, wystarczy ją jedynie wietrzyć. Odzież wełnianą zasadniczo pierze się rzadko. W przeciwieństwie do innych włókien, wełna jest materiałem trudnopalnym i nie topi się pod wpływem wysokiej temperatury. Jest miła w dotyku i przyjemna w użytkowaniu. W 100% biodegradowalna.

przędza merynosów

Czy mogłabyś przybliżyć czytelnikom jak wygląda cały proces powstawania motka i poduszek? Szepnęłaś słówko o unowocześnionym kołowrotku, barwieniu wełny naturalnymi surowcami – chcemy więcej !

Co mogłabym więcej dodać? Zazwyczaj to wygląda tak, że przygotowuję większą ilość motków, które później partiami farbuję. Uprzędzenie dziesięciu motków zajmuje mi zazwyczaj około czterech dni pracy przy kołowrotku. Unowocześnionym, bo posiadającym łożyska i elastyczną plastikową linkę zamiast rzemienia, ale praca jaką wykonuje jest dokładnie taka sama jak sto lat temu. Jedna partia do barwienia to właśnie dziesięć motków, nie jest to duża ilość, dlatego są takie wyjątkowe i niepowtarzalne.

Przed barwieniem przygotowuję oczywiście kąpiel barwierską z różnych roślin, które sama zbieram. Dużą pomocą jest tutaj mój tata leśnik, który pomaga mi odnajdować odpowiednie rośliny, ale także niejednokrotnie zbiera je razem ze mną. Samo farbowanie to kolejne dni pracy, w których piorę, farbuję, znowu piorę i suszę wełnę. Jak widać proces ten jest długi i mozolny, ale wart tej ciężkiej pracy. Powstawanie poduszek to już trochę przyjemniejszy proces, gdyż mogę zaprojektować wzór, nad którym potrafię spędzić kilka godzin i skomponować kolorystykę opasek, a później spędzam kilka godzin na tkaniu.

Poduszki wypchane są łuskami płaskurki – dlaczego zdecydowałaś się akurat na takie wypełnienie poduch?

Ta decyzja była bardzo prosta, ekologiczna wełna – ekologiczne wypełnienie. Dodatkowo płaskurka ma wiele właściwości prozdrowotnych, uspokaja nerwy, jest przeciwdepresyjna, łagodzi migreny i bóle pleców. Jest jedną z lżejszych łusek, dlatego poducha nie jest ciężka pomimo swojego rozmiaru.

przędza - motki - płaskurka

Olu przygotowałam się trochę do rozmowy z Tobą i niesamowite jest jak dobrze wstrzeliłaś się z nazwą marki MOKOSZA do jej słowiańskich korzeni. Mokosz była kojarzona z tkactwem i przędzeniem. Wśród Rosjan bogini ta przetrwała pod postacią demona domowego – kobiety, która przędła w nocy wełnę i strzygła owce, dając o sobie znać za sprawą dźwięku pracującego kołowrotka. Masz trochę z tej bogini?

Wszystko co robię staram się, wykonywać jak najlepiej potrafię, co za tym idzie potrafię czasami przepaść przy pracy. Wybrałam Mokoszę na patronkę swojej firmy, aby podkreślić pierwotność tego czym się zajmuję, ale też żeby zaznaczyć, że są to produkty czyste i proste. Wytwarzane pracą rąk bez żadnej zbędnej chemii. Pragnęłam też żeby moje produkty były nowoczesne, stąd też wzięła się grubość przędzy oferowanej przeze mnie.

przędza na kołowrotku

Co wpływa na wyjątkowość twoich produktów?

Przede wszystkim to czas jaki poświęcam na wytworzenie produktów sprawia, że są tak dopracowane i wyjątkowe. Starałam się, aby wyroby były jak najbardziej ekologiczne, bez użycia żadnych chemikaliów. Inny skład chemiczny wody, nawet jej twardość mogą wpływać na różnice w odcieniach kolorów. Nie chciałam w sztuczny sposób wpływać na wodę, dlatego sięgnęłam do źródeł, które naturalnie różnią się składem chemicznym i dają przy farbowaniu różne wybarwienia wełny.

przędza i barwienie

Wiesz Olu zdaję sobie z tego sprawę, że z tak niszowymi produktami nie jest łatwo zaistnieć na rynku – bardzo się cieszę, że jesteś i podziwiam za odwagę. Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu takiego niszowego biznesu? Napotykasz na swojej drodze jakieś opory? Bariery nie do przeskoczenia?

Dziękuje bardzo za miłe słowa. Wychodzę z założenia, że jedyne bariery jakie nas spotykają, są to te, które stawiamy sobie sami. Nie jestem dużą firmą, dlatego czasami jest ciężko po prostu się wypromować. Bardzo doceniam klientów, którzy dostrzegli moje prace i wracają do mnie. Mam nadzieję, że Mokosza będzie coraz bardziej rozpoznawalna i tym samym moje motki trafią do szerszego grona odbiorców.

poduszka z przędzy

Gdzie można spotkać Mokoszę ?

Mokoszę najłatwiej można spotkać w swojej pracowni. Nie prowadzę sklepu stacjonarnego, ale zapraszam wszystkich chętnych do odwiedzenia mnie w Krynicy. Jesienią będę pojawiać się także na różnych targach w Warszawie i Krakowie. Proszę śledzić mój  profil na Instagramie lub Facebooku –  tam będą pojawiać się szczegółowe informacje.

przędza - mokosza

Plany na przyszłość to?

Idealne plany na przyszłość to własna hodowla alpak. Tak żeby mieć kontrolę nad powstawaniem produktu od początku do końca. Uwielbiam te uśmiechnięte zwierzęta za ich łagodne usposobienie, ale także za ich runo wyjątkowej jakości. A tak bardziej przyziemnie to na jesień mam nadzieję, że uda mi się przedstawić Państwu nową serię cieńszych włóczek w nowych wybarwieniach.

Olu nie pozostaje mi nic innego jak trzymać kciuki za dalszy rozwój twojej manufaktury. Mam nadzieję, że twoje marzenia i plany się spełnią. Tak jak napisałaś, jedyną barierą jest ta, którą stawiamy sobie sami i oby tych barier na twojej drodze było jak najmniej, a życzliwych ludzi i oddanych klientów jak najwięcej!

15 sierpnia 2018

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

DODAJ KOMENTARZ